Filip i maszyna do składania skamieniałości

Wiek 6–8

Kiedy do muzeum trafia tajemnicza stos prastarych kości, siedmioletni wolontariusz Filip musi je zeskanować, zgadnąć, jak do siebie pasują, i kość po kości złożyć szkielet raptora, by odkryć sekret tego, jak dawno temu stał dumnie na dwóch nogach.

Okładka „Filip i maszyna do składania skamieniałości”

W każdą sobotę Filip zakładał swoją turkusową kurtkę wolontariusza i biegł obok wielkiej czaszki wieloryba do pracowni skamieniałości. Dziś było wyjątkowo: z pustynnych wykopalisk przyjechała skrzynia pełna tajemniczych kości. — Gotowy rozwiązać zagadkę? — zapytał doktor Marek, wtaczając skrzynię do środka. Jego plakietka błyszczała. — Zawsze — uśmiechnął się Filip.

W skrzyni leżały dziesiątki pomieszanych kości. Niektóre były małe jak łyżki, inne długie jak ręka — a Filip miał przecież niemałą. Żadna nie wyglądała jak dinozaur z książek. — Nikt nie wie, jakim stworzeniem to było — powiedział doktor Marek. Bzyk podjechał bliżej, a jego ramię ze skanerem zabrzęczało. Uważał, żeby nie dotknąć twarzy chłopca. — Wykryto nieznany gatunek! — zaćwierkał. Filip szero

— Musimy poznać dokładny kształt każdej kości, zanim zgadniemy, jak do siebie pasowały — wyjaśnił doktor Marek. Filip w turkusowej kurtce i z identyfikatorem na smyczy uniósł srebrny skaner i skierował jego świecącą końcówkę na zakrzywioną kość udową. Miękkie niebieskie światło przesunęło się po kości, a na ekranie pojawiła się lśniąca kopia 3D. Filip z uśmiechem spojrzał przed siebie. — O rany, t

Strona 1 książki „Filip i maszyna do składania skamieniałości”Strona 2 książki „Filip i maszyna do składania skamieniałości”Strona 3 książki „Filip i maszyna do składania skamieniałości”

Stwórz z imieniem i zdjęciem swojego dziecka · Przeglądaj bibliotekę opowieści